Andrzej Celiński pozwał Instytut Pamięci Narodowej za ujawnienie dokumentów znalezionych w domu Czesława Kiszczaka. Dlaczego? "Znalazłem matkę nieprzytomną w kuchni. Jej telewizor był włączony na jedynkę" - mówił.
Po raz pierwszy Andrzej Celiński ośmieszył się, gdy opublikowano jego list z 7 lipca 1989 r. do Czesława Kiszczaka. Napisał go pół roku po zamordowaniu dwóch księży, Stanisława Suchowolca i Stefana Niedzielaka, oraz cztery dni przed morderstwem kolejnego duchownego, ks. Sylwestra Zycha.
Można w nim przeczytać: „Proszę przyjąć wyrazy prawdziwego szacunku dla osobistej odwagi i dla mądrości, które przyczyniły się do wytworzenia nowej szansy odbudowy i wzmocnienia Polski.” A kończy go słowami: „Proszę też przyjąć szczere życzenia zdrowia, aby nie zabrakło sił dla pomyślnego dokończenia tego historycznego procesu zmian, którego jest Pan tak znakomitym uczestnikiem.”
Matka Celińskiego dostała udaru mózgu dokładnie w dniu, gdy opublikowano wspomniany list. Postanowił on winą za chorobę matki obciążyć IPN.
„To się stało 24 lutego tego roku (publikacja akt Kiszczaka). 25 lutego, z samego rana, po telefonach nieodbieranych od mojej mamy, która ma 97 lat, pojechałem do jej domu i znalazłem ją nieprzytomną, leżącą w kuchni. Telewizor był włączony na Jedynce. Wieczorem poprzedniego dnia szła wiadomość o tym, że mam jakieś lewe kontakty, konszachty z generałem Kiszczakiem, które IPN upublicznia. Oczywiście wylew, udar mózgu, zawsze się w tym wieku może zdarzyć. Natomiast ja to będę IPN-owi pamiętał do końca życia.” – tłumaczył w TVN24.
Andrzej Celiński postanowił wytłumaczyć skąd pomysł na pozwanie Instytutu Pamięci Narodowej: "Pan Łukasz Kamiński, prezes IPN,, który doskonale zna moją historię (...) zdecydował się, przepraszam za słowo, ale prawdziwe, obrzygać mnie".

Brak komentarzy